top of page
  • Zdjęcie autoraAdrianna Pisarek

Septoplastyka - operacja przegrody nosowej

Będąc na studiach dowiedziałam się, że mam skrzywioną przegrodę nosową, która skrzywiła się najprawdopodobniej gdy byłam małym, słodkim i grzecznym dzieciątkiem. Wtedy właśnie skakałam na łóżku no i tak wyszło, że z niego spadłam - na twarz.


Operację zalecono mi ze względu na duże skrzywienie, które jakby w wieku tych 20 lat nie objawia się niczym, ale w przyszłości może okazać się bardzo uciążliwe np. ze względu na zatoki.


Septoplastyka - operacja na krzywą przegrodę nosową

Jednak szukając informacji na temat tej operacji teraz sama widzę, że było ich niewiele, a w trakcie rekonwalescencji nasuwa się co chwilę milion pytań. Dlatego też, za namową mojego chłopaka, który razem ze mną szukał wszystkich informacji, postanowiłam sama opisać jak dokładnie przebiega cały proces. Czyli od operacji - do.. no właśnie.


Septoplastyka - ile kosztuje operacja?

Operacja odbyła się w prywatnej klinice i zapłaciłam za nią 3500zł.

W klinice spędziłam jeden dzień. W dokumentach informacyjnych jak również w internecie napisane było, że będę tam ponad 24 godziny. Nic bardziej mylnego. Operacja odbyła się o godzinie 16:00 (tak około), a ja już o 11:00 następnego dnia jechałam do domu.


Septoplastyka - jakie badania należy wykonać przed zabiegiem?

Przed operacją należy wykonać badania krwi, w tym badania grupy krwi. Jeśli wyniki będą wskazywały na to, że organizm walczy z infekcją, czy jeśli ma się opryszczkę, to operacja nie może się odbyć. Natomiast grupa krwi musi być potwierdzona przez laboratorium, a nie może być np. wzięta z książeczki zdrowia dziecka, jeśli nie znajduje się przy niej pieczątka. - Bzdura. Przynajmniej z opryszczką. Miałam dużą i widoczną opryszczkę (ponieważ operacja odbywała się w grudniu, a ja jestem podatna na tego typu infekcje), a mimo to lekarz stwierdził, że jestem zdrowa i nie ma żadnych przeciwwskazań do wykonania zabiegu.


Septoplastyka - jak wygląda operacja

W momencie przyjęcia do szpitala w pierwszej kolejności przebadał mnie lekarz, stwierdziwszy, że jestem zdrowa i operacja może się odbyć miałam przebrać się w piżamkę. Następnie odbyłam rozmowę z panią anestezjolog, która głównie pytała o uczulenia i jeszcze raz przejrzała wyniki krwi. Kolejnym krokiem było założenie wenflonu przez panie pielęgniarki oraz połknięcie tabletki, o której działaniu nie zostałam poinformowana, ale miała ona działanie rozweselające, zakładam, że to w celu abym nie uciekła ze stołu operacyjnego :D. Potem pozostało przebranie się w koszulę XXL do operacji i czekanie.


Z samej operacji pamiętam tylko, że w momencie gdy położyłam się na stół operacyjny było mi strasznie zimno i tyle.


Septoplastyka - pierwsze dni po operacji

Obudził mnie mój kaszel. Było mi tak sucho w gardle, no bo nie mogłam oddychać, przez tampony, które miałam w nosie. Dostałam wody i zostałam przewieziona już do "mojego pokoiku". Najchętniej spałabym dalej, ale komitet powitalny pooperacyjny cały czas pytał co tam u mnie, jak się czuję, więc nic z tego nie wyszło. Myślę, że po około godzinie po wybudzeniu dostałam kolację do zjedzenia - w końcu, bo po całym dniu głodowania.


Noc w szpitalu z tamponami w nosie była okropna. Dlatego wszystkim, którzy zdecydują się na tą operację polecam zabranie ze sobą spokojnie ponad 2l wody. Bo cały czas się chce pić, pić, pić. W nocy budziła mnie pielęgniarka dając mi środki przeciwbólowe. No i tak do rana.


Septoplastyka - ból i cierpienie

Rano po operacji było największym koszmarem. Chociaż znalazłam gdzieś informację na stronie, że wyciąganie tamponów z nosa nie boli i chociaż byłam świadoma, że to jednak będzie bolało, to nie sądziłam, że aż tak. Ból był okropny, nagle zaczęła się ze mnie wylewać krew, mam wrażenie, że litrami. A doktor jeszcze dołożył do tego ssak, którym odessał mi całą zaschniętą krew z nosa - co bolało jeszcze bardziej, niż te tampony. Nie wiem czy w jednym momencie wyleciało mi więcej krwi czy łez. Najbardziej rozbawiła mnie informacja doktora "może pani wrócić do swojego łóżka". Oczywiście skończyłam z nogami do góry na kozetce, bo poinformowałam będące w pokoju towarzystwo, że ja to najwyżej tam dojdę, bo zaraz na tym krześle zjadę i zemdleję.

Po trzech godzinach znowu znajdowałam się w gabinecie doktora i czekałam na wypis. Dostałam receptę i ogólne zalecenia, które oczywiście niewiele mi powiedziały i w ogóle mnie nie przygotowały na to co miało nadejść... .


Septoplastka - pielęgnacja nosa po operacji

Do moich zadań należało płukać nos Marinerem (taki niby spray, który należy nakierować na zewnętrzną ścianę nosa i psikać) co 2/3h. Dodatkowo innym sprayem traktować nos rano oraz wieczorem. Dodatkowo na noc specjalną maścią zaklejać nos, który pod wpływem ciepła rozpuszczał się i należało go wciągać.


Rzeczy, których nie wiedziałam, to to, że moja twarz będzie cała spuchnięta, bolały mnie całe zęby, nie potrafiłam gryźć twardych rzeczy, najlepiej jadło mi się owoce, jakieś gerberki. Dodatkowo nie wiedziałam co zrobić, gdy zachciało mi się kichnąć! W nosie pozostały teflonowe, 8cm płytki. Ale przeczytałam na stronie jakiejś kliniki, że należy kichać z otwartymi ustami. Ciężko jest uniknąć kichania przy płukaniu sobie nosa, bo to strasznie gilgocze. Dodatkowo proponuję pić herbatkę z miodem, ponieważ przez ciągłe oddychanie przez usta w gardle jest strasznie sucho i wszystko cały czas drapie.

Co jakiś czas zdarzają się krwotoki z nosa, a przez większość czasu czuć spływającą do gardła krew.

Dodatkową niespodzianką była utrata węchu, gdzie dopiero później przeczytałam, że może to być trwały efekt, na szczęście po kliku dniach zaczęłam już czuć, ale wybiórczo. Nie nagle i wszystko, a tylko czasami i różne rzeczy z różną intensywnością.


Septoplastyka - kiedy przestanie boleć?

Po tygodniu udałam się do kliniki w celu usunięcia płytek teflonowych oraz szwów.

I to chyba był najgorszy moment całego okresu rekonwalescencji, w sumie nawet gorszy od wyciągania tamponów! Ale też zarazem przełomowy.


Dowiedziałam się, że w nosie znajduje się 5 szwów, które lekarz musi przeciąć nożyczkami, aby następnie wyciągnąć płytki z nosa. Samo przecinanie, szarpanie za te sznureczki bolało niemiłosiernie. Ale problem pojawił się później, gdy okazało się, że mam za malutki nosek, żeby płytki wyszły z niego swobodnie. Lekarz musiał za nie ciągnąć z całej siły bo się zaklinowały. W końcu one mają po 8cm! Finalnie po wyciągnięciu, gdy już wylałam wiadro łez i wystraszyłam wszystkie dzieci w poczekalni, bo darłam się z bólu i po oczyszczeniu nosa ssakiem nastąpiło tzw. katharsis.


Po usunięciu płytek już nic mnie nie bolało, zaczęłam normalnie funkcjonować, jeść, ruszać się, gotować, oczywiście bez schylania się i podnoszenia ciężkich przedmiotów.

3 wyświetlenia0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Comments


Post: Blog2_Post
bottom of page